Europejczycy chcą “Fortec”

W nie tak licznym, jak dotychczas, gronie zgromadzili się w miniony czwartek sali NOT kina Warszawa wrocławscy miłośnicy kina dokumentalnego. Wątpię, by wśród zebranych na seansie “Fortecy” Fernanda Melgara, poprzedzonej krótkimi metrażami z projektu Cine Train, znajdowało się wiele osób, które pożałowały wyboru miejsca do spędzenia czwartkowego wieczoru.

Szwajcarski dokument, nagrodzony Złotym Lampartem na festiwalu w Locarno, a części polskiej publiczności znany z 6. festiwalu Planete Doc Review, podejmuje jeden z najbardziej palących problemów współczesnego świata – imigracji, tudzież uchodźców. W pełnometrażowym filmie Melgara zaglądamy do ośrodka Vallorbe, położonego w szwajcarskich Alpach, w którym dwustuosobowa grupa osób czeka na szansę sforsowania przysłowiowych bram raju. Tylko znikomy procent spośród starających się o azyl bośniackich Romów, Kurdów, mieszkańców państw afrykańskich otrzyma możliwość zamieszkania w Szwajcarii. Końcowa plansza w “Fortecy” mówi o 20%. Może w tym miejscu warto podać statystyki z Polski – 5%, jak mówiła w trakcie dyskusji po pokazie Joanna Janiszewska, specjalistka ds. uchodźców, zaproszona do rozmowy przez Marcina Drabka.

Dokument Melgara stanowi niezwykle rzadki we współczesnym kinie dokumentalnym przypadek. Dziś dokumentaliści stali się swoistymi informatorami społeczeństwa, to z tego rodzaju kina dowiadujemy się o ważnych problemach naszej rzeczywistości. Wielu filmowców – mam tutaj szczególnie na myśli zagranicznych twórców dokumentów – czuje się prawdziwymi apostołami, działającymi w słusznej sprawie. Rzeczywiście tak to wygląda, że właśnie w kinie dokumentalnym odbywa się prawdziwy ferment myśli, nie ma mowy o miałkim przekazie, filmy służą wyższemu dobru, portretują ludzi wykluczonych, zabierają głos w kwestiach ignorowanych lub spłycanych przez tradycyjne środki masowego przekazu. Niestety, nic nie jest idealne. Zaangażowanie w słuszną sprawę często owocuje jednostronnością reżyserskiej wizji lub – w skrajnych przypadkach – znaczącym wykrzywieniem obrazu rzeczywistości. Przeformatowany pod tezę świat pojawia się nie tylko w dokumentach doskonale znanego Michaela Moore’a (“Zabawy z bronią”, “Fahrenheit 9:11″) czy niedawnych “Solidarnych 2010″ Ewy Stankiewicz i Janka Pospieszalskiego, którzy – swoją drogą – doprowadzili do zainicjowania przez tygodnik “Przekrój” debaty nt. granic w dokumencie. Gdyby przyjrzeć się działaniom “Yes-Menów”, czy interwencyjnym filmom proekologicznym, łatwo dopatrzymy się uproszczeń, przejaskrawień, twórcy świadomie opowiadają się po jednej ze stron. Poświęciłem nakreśleniu tego zjawiska tyle miejsca, ponieważ do najważniejszych atutów “Fortecy” chciałbym zaliczyć klasyczne, choć dziś bardzo passe, rzetelne i dążące do obiektywizmu podejście reżysera do filmowanego tematu. Melgar oddaje głos zarówno urzędnikom, których restrykcyjne procedury zmuszają do jednoosobowego podejmowania decyzji o przyznaniu azylu, jak i uchodźcom, starającym się przekroczyć granice Szwajcarii. Pracownicy ośrodka próbują rozpatrywać każdą sprawę z osobna, czynią starania, by każdy z kilku tysięcy wniosków, przewijających się w skali roku przez Vallorbe, był rozpatrywany w perspektywie indywidualnej. Czy zawsze się udaje? Zapewne nie. Często urzędnik, rozmawiający z uchodźcą pozbawionym jakichkolwiek papierów i dokumentów, zmuszony jest opierać swoje decyzje na wierze w prawdomówność człowieka. Od wiarygodności historii zależy nierzadko, czy wymarzony azyl stanie się udziałem tej właśnie konkretnej jednostki. Smutne, trudne, bywa, że bezduszne. Choć też widać, że uchodźcy – jak pokazana w filmie Romka – niemiłosiernie bujają i czarują, wymyślając niestworzone historie.

Nikt w tej sytuacji nie ma łatwo, tworzy się okazja do odgrywania ról i przyjmowania póz, czy to mechanicznie reagującego urzędnika-decydenta, czy uciśnionej ofiary. Nie sposób udzielić jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, w którym miejscu leży prawda. Ludzie uwikłani w przedstawioną na ekranie sytuację nie są w stanie znaleźć złotego środka. Panaceum na trudność ciągłego testowania wiarygodności szczególnie przydatne byłoby w przypadku strony opiniującej. Wartościowe w filmie Melgara jest właśnie ukazanie skomplikowania tych relacji. Jednak to nie jedyny atut “Fortecy”. Ten oparty od początku do końca na obserwacji film dokumentalny nie podsuwa gotowych rozwiązań – na co zapewne niebagatelny wpływ miał wybór formy. Naświetla temat, dając odbiorcy szansę do wysnucia samodzielnych wniosków. Konsekwentne formalnie prezentowanie przez znakomitą większość czasu dusznego, niewielkiego obszarowo ośrodka, pozwala uzyskać atmosferę ciasnoty i z takim skojarzeniem odnośnie Vallorbe zostaje pozostawiony widz. Bohaterowie nie tworzą galerii freaków. Mimo pochodzenia z najróżniejszych stron świata, różnych kolorów skóry, wieku, przeżyć, nie są paradnym stadkiem, które – pokazane na ekranie – przykuwa w pierwszej kolejności swoją ekscentrycznością. Melgar postawił na wagę tematu, za co należą mu się gromkie oklaski. Jest w tym wyborze konsekwentny w całej rozciągłości, co czyni “Fortecę” jednym z najznamienitszych filmów dokumentalnych ostatnich lat. Jego znakomitość przejawia się również w tym, że nie podąża modną ścieżką jednostronnej agitki.

Słowa “znakomitość” nie sposób użyć w odniesieniu do dwóch krótkich metraży z projektu Cine Train, stanowiących wprowadzenie do tematu wieczoru, którym były “Granice Europy”. “Lenin Code”, jak i “Territories”, stanowią – przede wszystkim – interesujące zjawisko i na tym należy się koncentrować myśląc o tych filmach. Podobnie jest z pozostałymi czterema dokumentami powstałymi w ramach projektu (będzie można je zobaczyć w najbliższy poniedziałek o 19:00 w Łokietka 5 – Infopunkcie Nadodrze). Idea, by osiemnastka europejskich filmowców wsiadła, zaopatrzona w kamery cyfrowe do kolei transsyberyjskiej, by w trakcie tej podróży nakręcić filmy, brzmi fascynująco. Twórcy obierali jako temat różne sprawy, kojarzące im się z samą koleją, czy – szerzej – z Rosją. “Lenin Code” (jednym z autorów jest Polka Monika Kotecka) to podróż śladami pomników pamiętnego wodza radzieckiego komunizmu. Włodzimierz Iljicz wciąż odciska silne piętno na tamtejszej rzeczywistości, pozostając kimś w rodzaju ikony popkultury. Duże wrażenie robi “Territories”, opowieść o spotkaniu, do którego dochodzi właśnie podczas podróży koleją transsyberyjską. W jednym przedziale natrafiają na siebie Czeczen i młody żołnierz rosyjski. Obecność kamery zmusza do nałożenia maski, ale w pojedynczych słowach daje się rozpoznać rezerwę i niechęć.

Tyle o filmach. Warto jeszcze pochylić się nad przebiegiem całego wydarzenia. Napięty program wieczoru wymusił tryb turbo. Być może zabrakło nieco czasu na to, żeby dyskusja po seansie nabrała rozpędu. Początkowo rozmowa, prowadzona przez kulturoznawcę Marcina Drabka, toczyła się powoli. Dr Piotr Jakub Fereński próbował poszukać definicji pojęcia “Europa”, a później na scenę wkroczyła Joanna Janiszewska, wspomniana wcześniej specjalistka ds. uchodźców. Początkowo rozmówcy szukali właściwego rytmu. Szczęśliwie, znaleźli go – dzięki wsparciu pytań z publiczności – pod koniec spotkania. Wtedy pojawił się kontekst porównań sytuacji, przedstawionej w “Fortecy” z tym, czego doświadczają uchodźcy starający się o azyl w Polsce. Janiszewska zwróciła uwagę na to, że nie ma wielkich różnic między traktowaniem imigrantów w ośrodku Vallorbe, a tym, jak wygląda to nad Wisłą. Inaczej przedstawia się jednak sytuacja z ingerencją w cielesność. W filmie strażnicy mocno wdzierali się w sferę intymną mieszkańców ośrodka, w Polsce nie ma o tym mowy. Jednak wspólne jest lokowanie podobnych ośrodków w miejscach odosobnienia. Mimo, że międzynarodowe konwencje sugerują inne rozwiązania. Decydujące tutaj są reakcje miejscowej ludności. Janiszewska mówiła o protestach lokalnej społeczności przed funkcjonowaniem u nich ośrodka dla uchodźców. Smutne, lecz prawdziwe. Ten lęk przed obcym, w dodatku “podejrzanym”, wszak z jakichś powodów opuszczającemu własny kraj, swoje miejsce na Ziemi, jest odruchem powszechnym w całej Europie. Niewesoła to konkluzja, pokazująca nietolerancję i zobojętnienie społeczeństw zachodnich, które nadal nie wypracowały skutecznej polityki imigracyjnej. Niedawno uchwalone w Belgii prawo zakazujące noszenia w miejscach publicznych burek nie jest działaniem odosobnionym. Prace nad podobnym projektem trwają także we Francji. Wracając do pytania, na które próbował odpowiedzieć Fereński: Jaka jest Europa? Wszystko wskazuje, że nie jest otwarta. Europejczycy chcą “Fortec”.

Skomentuj: